„Poetka i książę”. Fragmenty mojej najnowszej książki.

poetka-i-ksiaze-b-iext53061633PIERWSZA POWIEŚĆ O AGNIESZCE OSIECKIEJ.

Chodzenie z Markiem nie na serio, bardziej dla he­cy. Chociaż ich matki były tym zachwycone. Ojciec przeciw. Słyszeć nie chciał, zawodowy muzyk obdarzony słuchem absolutnym.
– To nie jest poważny człowiek – powiedział córce poważny człowiek, żyjący na dwa domy.
Pisała słowa piosenek, nie muzykę. Jeśli ojciec słyszał fałsz, Agnieszka go zagłuszała.
Mówiła, mówiła do Marka całą drogę w pociągu Warszawa – Puławy, potem autobusem, przystanek Kazimierz. Mówiła, gdy otwierali drzwi pokoju numer 43 w Domu Architekta. Nie ich domu, nie ich łóżka i nie ich ciał. Wymyślali, że się kochają. Marzec, łachy śniegu na kazimierskim rynku, jak brudne zacieki wżarte w kożuch Marka.
Przed Domem Architekta targ, konie, kapusta. Ludzie skostniałymi palcami wydają resztę za dwa pęta kiełbasy. Piwo ze sklepu, z orderem kapsla. Niżej, za skarpą rwie spękana krą Wisła. Kto na targu myśli o niesprzedajnej rzece? O kopach wzgórz? Wspięli się z Markiem na Górę Trzech Krzyży, wyślizganą czaszkę – tak było ślisko, ziemia zamarznięta na kość. Stamtąd widok, jakby ktoś rozrzutnie się zamachnął: rynek, zamek w Janowie po drugiej stronie brzegu, lasy, wzgórza, horyzont opinający kulistość Ziemi. Marek miał w kieszeni koguta z piekarni. Jeszcze ciepłego, smakującego chałką i mlekiem. Szarpał kawałki, za okruchami leciały wrony. Mówił z pełnymi ustami.
– Wiesz, że Golgota to Wzgórze Czaszki? – Zgrzany wspinaczką rozpiął kożuch.
– Nie. – Nacisnęła migawkę.
– Pojadę tam kiedyś. – Nie lubił patrzeć w obiektyw.
– Jasne.
– Albo świat do mnie przyjedzie. – Spojrzał w dół. – Biegniemy?
– Po co się męczyć? Lepiej skoczyć. – Policzyła, że to wysokość dwudziestego piętra Pałacu Kultury.
– Musisz tyle gadać? – Przyciągnął ją, ale nie pocałował. – Ty masz, Aga, zwężenie na mózgu i rozszerzenie na dziobie. – Zatkał ją kogucią bułą.
Wieczorem pili w pokoju. Patrzyli przez okno. Śnieg sypał prawie przezroczystymi płatkami.
– Jakby z żarówki leciał łupież. – Dotknęła łuski, mętnego światła na jego szerokich, robociarskich ramionach.
– Dom Architekta. Dlaczego by nie nasz dom, kiedyś? – zapytał.
Wiedział, komu jakie słowa podsypać. Chłopak z Pra­gi musiał dopasować się do świata pięścią i unikami. (…)

***

(…) Giedroyć został odsunięty od kontuaru przez gromadę młodych mężczyzn w identycznych płaszczach i swetrach z napisem „Dorchester Team”. Musieli być znaną drużyną sportową. Recepcjonista niemal wirował między ścianą, na której wisiały klucze, a księgą meldunkową.
– Jestem! Przepraszam za spóźnienie. – Agnieszka, omijając drużynę, zaszła go od tyłu.
Przy wysportowanych ogierach lekko podrzucających walizy na hotelowy wózek Jerzy wyglądał mizernie.
Tak powiedziałaby o nim jej matka. Mizernie, mizeria z pokrojonych plasterków ogórka polanych śmietaną. Coś go posiekało, odgadła to, zanim się odwrócił. Twarz miał śmietanowobladą.
– Widzi pani przed sobą człowieka bezradnego, złamanego. Zostałem okradziony.
Współczuła mu, ale bardziej sobie. Nici z zaplanowanego dnia. Oddrepcze do ciotki przez ohydę zimowej pluchy.
A tyle sobie obiecywała po wspólnym spacerze – rozmów, śmiechu. Miało być pięknie, jest okropnie. Jerzy ledwo trzyma się na nogach.
– Zgubiłem portfel albo mi go ukradziono, już sam nie wiem.
(…)
Opuszczone ramiona Jerzego, podtrzymywane zewnętrz¬nym szkieletem dobrze skrojonej marynarki. Kobiety wiedzą co robić. Nie zdziwiłaby się, gdyby słynne dzieło Lenina Co robić? napisała jego żona, Nadieżda Krupska.
Agnieszka kazała recepcjoniście jeszcze raz przeszukać biuro hotelowe, wypytać sprzątaczki. Grzecznie zjechała dyrektora za nieodpowiednie traktowanie cudzoziemca, bezczelne odsyłanie go na policję.
W cudzych sprawach była świetna. W swoich galareta. Zażegnałaby zimną wojnę, gdyby to od niej zależało. Negocjowała między matką i ojcem, w wiecznej rodzinnej zimie atomowej.
– Przeszukamy pana pokój. – Teraz ona wzięła go opiekuńczo za rękę, prowadząc do windy.
Zaglądali pod łóżko, przejrzeli szafki w łazience. Z każ¬dą minutą przerzucania pościeli, koców książę abdykował coraz bardziej w zwykłość. Agnieszka podnosiła dywan.
– Musiałbym być bardzo pijany. – Giedroycia roz¬śmieszył jej zapał.
Pogodził się z utratą, z byciem tymczasowym żebrakiem.
– Diabeł ogonem nakrył, się mówi. – Wysunęła po¬targaną głowę spod stołu. – A ja uważam, że zguby są w innym wymiarze, są tam i wracają.
– To prawo fizyki?
– Użyteczności publicznej. Komuś z innego wymia¬ru strasznie potrzebne były pieniądze…
– Dolary są wszechświatowe?
– Czemu nie. Znalazł pański portfel na przystanku, wziął dolary i reszta się znajdzie, podrzuci do nas.
– To mi wygląda na międzywymiarowy komunizm.
– A co! Zamiast międzynarodówki. I jeszcze im zwrócę uwagę na brud. – Zdjęła z włosów pajęczynę. – Tak nie wygląda czterogwiazdkowy kurz. – Kichnęła.
Podobała mu się coraz bardziej, jej radosna energia. Spontaniczna radość z niczego, bąbelki szampana. Odzwyczaił się od beztroski. Tego mu brakowało – entuzjazmu.

„Poetka i książę” – pierwsza powieść o Agnieszce Osieckiej ukaże się w wydawnictwie Znak Literanova 3 października 2018 roku . Tutaj można ją zamówić: „Poetka i książę”

 

35 ROCZNICA NIEINTERNOWANIA KACZYŃSKIEGO

Obchodzimy dziś 36 rocznicę nieinternowania Kaczyńskiego. Jak bardzo musiała utkwić mu w głowie ta data, że zdecydował się dzisiaj nocą dokończyć rozwałkę sądownictwa i polskiej demokracji. Będzie już mógł zmieniać historię, a prawdę przyzna mu każdy sędzia. I jeszcze premiera premiera. Podwójne święto. Poprzedniczka siedzi w ławce upokorzona, prezydent upokorzony. Piszą, że Kaczyński rządzi przez upokorzenia. Nie, on inaczej nie rozumie władzy. Władza to upokarzać. Tego się nauczył w domu, w wieloletniej walce rodziców. Jego ojciec nie mógł bardziej upokorzyć synów mówiąc, „Boże uchroń Polskę przed mymi synami”. Zwłaszcza politykującym Jarkiem, który go nie cierpiał.
Prezes zna poczucie krzywdy. Wychował się na nim i żywił w czasach Solidarności, gdy pominięto go na liście bohaterów, za Wałęsy gdy go wyrzucono z kancelarii prezydenta. Największą wyrządzoną mu krzywdą było „zabicie brata”.
Kaczyński wie jak wyniesioną z domu patologią grać na sentymentach upokorzonego narodu międlącego uzasadnione albo wmówione poczucie krzywdy. Jest mzimu, na które Polska projektuje swoje nieszczęście. Nikt nie jest zadowolony, ani suweren, skoro jeszcze nie poznał prawdy smoleńskiej, nie zadośćuczynił sobie za żołnierzy wyklętych, za poniżenie przez elity. Elity też są nieszczęśliwe pod sejmem i senatem, sfrustrowane noszą w proteście świeczki.
Oglądając TVPInfo suweren jest faszerowany poczuciem zagrożenia. Kłamliwe stacje, źli ludzie czyhają na dobrych dziennikarzy, prawdę i Boga Ojca Rydzyka. Propaganda? Kat musi udawać ofiarę, żeby jeszcze mocniej uderzyć. Oskarżenia wobec TVN24 to wstęp do wyrywanie paznokci. Na razie, ich piłowanie po tym jak się złamało demokracji kręgosłup.
Gnomy w wagnerowskich operach, ( fot przerobione z Nibelungów), uwielbianych przez hitlerowców, wydobywały z ziemi skarby. Polski gnom wydobywa z ludzi gówno. Upokarza i syci się krzywdą. Innych uczuć nie zna.
Przyzwyczailiśmy się do martwych oczu Kaczyńskiego. Przywykliśmy do wywalania jego jęzora. Nie pokazuje sztubacko języka, chociaż zdenerwowany chichocze jak niedorostek. Wywala go w pogardzie dla przyzwoitości. Kopuluje nim z policzkiem, z niewysłowioną przyjemnością i prawdą? Jęzor bezobciachowo na wierzchu jest przyzwoleniem sobie na obrzydliwość, nie skrywanie jej bo nie ma przed kim. Wyznawcy wiszą u jego ust i chłoną każde słowo. A tyran pokazuje co chce. Narodowi, który pamięta totalitaryzm i wierzy niedemokratycznemu Kościołowi. Polska jak żaden inny kraj w Europie jest predestynowana do totalitarnego zbawienia.

SŁOWO NA NIE/DZIELĘ, OGRANI NIE PRZEGRANI

SŁOWO NA NIE/DZIELĘ
OGRANI NIE PRZEGRANI
Prawie 30 lat wolnej Polski politycy przesuwali nam na chlebku kiełbasę, wyborczą. Aż ktoś w końcu pozwolił ją zjeść, plasterek po plasterku 500+. Za jakiś czas nie będzie ani kiełbasy, ani Wyborczej. Ograno nas w jarmarczne trzy kubki. Czy ktoś to zauważy, zwykłe oszustwo? Ludzie z trudem pojmują Trójcę Świętą, a co dopiero Trójwładzę. Narodowi usunięto mózg, wsadzono wacik, który przyjmie barwy narodowe i wmówi się, że to Polska właśnie.
Nie wyszliśmy na ulice bronić wolności sądów, łudząc się – wygramy za rok w wyborach samorządowych. PiS zamieni sejmiki wojewódzkie w sejm, z własną większością, nie do pokonania. Powiemy wtedy sobie: następny rok i wygramy w parlamencie. To po co zmienili sąd, który zatwierdza wybory?
Szydło przypięła się do władzy broszką. Nie odpięła jej, dodała w kieszonce chusteczkę na otarcie łez. Żałosny protest, żałosnej postaci. Reszta moralnych pokrak paradowała z autobusów do siedziby PiS-u głosować na Morawieckiego. W śród nich córka Andersa popierającą prezesa, w zastępstwie ojca bohatera. Jeszcze kuzyn Wojtyłły na potomku Kasztanki i byłby komplet figur narodowej szopki. Zgodnie z wolą Kaczora, pisopaci przegłosowali nowego premiera podnosząc rękę, a mogliby obie poddając się dla przykładu.
Polska kraj synków i braci. Stary Giertych walczący w parlamencie UE z teorią ewolucji i jego synek Roman ( pewnie po Dmowskim) reaktywujący bojówki ONR-u, zmuszający kobiety do rodzenia, nawet gdy zagraża to ich życiu. Bo Bóg tak chce, a my chcemy więcej Boga i martwych kobiet. Morawiecki – tatuś/ syn klepiący formułki rodem z III Rzeszy. Gombrowiczowski „Transatlantyk” synczyzny i ojczyzny, pełen zsarmaciałych ojców dumnych z tradycyjnie, durnowatych synów. Będziemy „rechrystianzować” Europę na wzór Polski, leżąc gospodarczo krzyżem u stóp Niemiec. Chyba tylko przy zakrapianym polską wódką stole wigilijnym tatuś z synkiem premierem mogli wybełkotać : „…a oni tam kolend nie śpiewają”, to my im „Odę do radości” przerobimy na „Przybieżeli do Brukseli pasterze: ojciec Rydzyk i Kaczyński…”
Jeszcze historia tego nie przerabiała, żeby polska głupota ratowała Europę, przed nią samą. Dzięki lekcjom religii i pełnym kościołom, w ciągu 2 lat zaczęliśmy chlać na potęgę , chrześcijaństwa, wysuwając się na europejską czołówkę rankingu alkoholizmu. W Unii to nasze dzieci najbardziej nienawidzą szkoły. Kraj małych męczenników. Z tym pójdziemy na sztandarach?
Jak bardzo nienawidzę cię takiej, moja jedyna, ukochana Polsko, która byłaś, jesteś i będziesz ze swojej głupoty dumna.

PRZEMÓWIENIE PREZYDENTA

Unknown-1 15.51.41

– Koniec wyniszczającego starcia wrogich plemion! – krzyczy w orędziu plemienny Prezydent.

Przestań mówić o nas plemię. Plemię jest zanim powstanie naród. Nie szanuje umów społecznych, tylko siłę. Mów do swoich. Plemię odpowie Ci wyciem i pochodniami, zadeptując demokrację.
My jesteśmy narodem, ale nie wycieramy sobie tym gęby. Chyba, że mówimy „my, Naród Polski” w preambule Konstytucji. Zrobiłeś sobie z niej wycieraczkę pałacu prezydenckiego.
Wbrew temu, co dziecko napisało rok temu w szkolnym kiblu: „Andrzej Dupa”, mogłeś zmienić jedną literę, literę prawa i zostać Dumą narodu.

BLONDYNKI SĄ NAJGROŹNIEJSZE, CZYLI EROTYCZNY GUŁAG WILDSTEINA

Nad Europą krąży widmo świadomego seksu. Spuszcza się powoli nad Polską. A właściwie, już idzie na nogach top modelki. Dlatego Wildstein broni nas przed bolszewią i Anią Rubik. Nieważne co dziewczyna ma do powiedzenia, ważne jak wygląda: „Pani Rubik to z pewnością atrakcyjna kobieta, a więc może posiadać spore doświadczenia seksualne”. Może ją gdzieś Wildstein wciągnie? Na swoją…listę?
Atrakcyjna i jak dodaje „z ironią odnoszącą się do życia w rodzinie”. Wniosek – pewno się dużo pieprzy, więcej niż wydoliłby monogamiczny, uświęcony mąż. Uprawianie seksu, uroda to nie zarzut, to przecież w ustach atrakcyjnego Bronka ( za poprzednich rządów PiS-u uznany przez Polki za najpiękniejszego) oralny komplement. Wykluczający z dyskusji o edukacji seksualnej. O tej mogą mówić tylko nieuprawiający ( oficjalnie ) seksu księża. U nas zachwycony sobą mizogin jest miarą zdrowej obyczajowości, jak metr w Sevre. Dlatego polski katolicyzm jest bliżej islamu niż Europy, razem z pedofilami w sutannach, nauczających miłości. Oni na pewno nie zdemoralizują chłopców, groźne są dla nich blondynki. O molestowanych dziewczynkach nie ma co wspominać, nie liczą się.
Wildstein zadaje pytanie, po co w ogóle nauka o seksie w szkole. Jest facetem, ma syna, nie wiem czy ma też córkę. Ignorancja na temat seksu opłaca się mężczyznom. Im głupsza w tej sferze kobieta, tym prościej. Faceci lepiej sobie radzą bez edukacji seksualnej. Wystarczy rozpiąć spodnie i byle dureń może być zadowolony, w dodatku bez konsekwencji niechcianej ciąży. Po co nam w szkole propagowanie jak uniknąć wpadki? I na chu..prawdziwemu mężczyźnie wiedza o pigułce?
Łatwiej szczuć na lewackie kurwy ( słownictwo narodowców) podchodzące jak Ania „ironicznie do wartości rodzinnych”. Czy Wildstein zdaje sobie sprawę, że przyczynia się do tworzenia Frankensteina? Pozszywanego z bzdur i sprzeczności Narodowca? Wildstein, Ziemkiewicz i prawicowi publicyści – „prawicowi intelektualiści”. ( piszę w cudzysłowie, bo to tak samo obraźliwe dla normalnych ludzi jak „lewackie k…”) nie robią nic by tego faszystowskiego potwora zatrzymać. Przerażają ich tęczowe flagi, a Bronka bardziej boli atrakcyjna modelka. Szydzi z niej zamiast drzeć łacha z nazioli. Spokojnie Bronku, lewica nie napadnie cię uzbrojona w dildo do edukacji seksualnej. Europejskie, lewackie kurwy nie wsadzą do seksualnego gułagu. Prędzej dostaniesz od chłopców narodowców, przypadkiem na ulicy. Genetyczni patrioci są zbyt tępi by rozpoznać swojego guru. Już palą kukły i stawiają szubienice. Skopią każdą elitarną swołocz, która się puszy.

 

 

SŁOWO NA NIE/DZIELĘ ANAL- I -ZA 

IMG_2545
Jesteśmy, jak na rysunku, w najgłębszym polskim realu. Dla jednych atrakcyjnym, dla innych rozpaczliwym. Tam, gdzie warszawska policja protestującym ekologom szukała podczas rewizji osobistej „w otworach ciała” … Korników?
I nie ma od czego się odbić. Nasze upokorzenie po zmianach w sądownictwie jest bez dna.
Jeśli za rok, Trzaskowski zajmie pierwsze miejsce w wyborach na prezydenta Warszawy, następnego dnia PiS zmieni zasady. I zwycięży ten z drugiego miejsca, ich kandydat. A co, nie wolno? Zbuntujemy się? Ze świeczkami w kilka tysięcy, przeciw policji, wojsku i prawu? Po przejęciu TVN szefową zostanie Doda, bo jest celebrytką i pod peruką ma nasrane prawicą. Nie będzie gorsza od Kurskiego, na pewno seksowniejsza. A o to chodzi, o przyciągnięcie widzów. Duda spektakularnie uniewinni oskarżaną o głęboką deprawację Dodę. Z wdzięczności zaśpiewa mu na urodzinach „Happy birthday Mr. President”.
Niemożliwe? Chyba tylko dla tych, którzy nie widzieli Kaczyńskiego wrzeszczącego o zdradzieckich mordach. Nakręcała go bezkarność. Jednak wbrew planom ustawy niszczące sądownictwo nie zadziałały w lipcu. Tym razem przejdą. Znowu więc pokaże swoją prawdziwą twarz. Już będzie można, już na pewno zabraknie prawa i bata na tchórzy. Polityczne mendy wreszcie bezkarne, a on ich premierem. Nie trzeba się będzie ograniczać do jednego esbeckiego prokuratora, plującego ludziom w twarz tłumaczeniem czym jest demokracja.
Optymistyczni pesymiści uważają, że system emerytalny doprowadzi do upadku PiS-u. Że na ulicach będą płonąć samochody, gdy budżetówka nie dostanie wypłat. Dostanie, w rublach. Kaczyński weźmie ruskie złoto na polityczne kajdany. I to jest tragedia. Nie jesteśmy w politycznej pustce, gdzie da się przeczekać. Znieczulaczem ma być Kościół. Ta instytucja nie radząca sobie z homoseksualizmem księży i reprezentująca u nas polskiego Boga. Freud opisałby to jako szastanie się między prymitywnym libido a nieosiągalnym super ego. (Jak Polska między prymitywną Rosją i zbyt nowoczesną Europą). Kościół wypiera „zboczone” homoseksualne impulsy przenosząc całą grzeszność na znienawidzone kobiety. Tuszuje to obłudą fasady. Niebo zbawienia dla grzecznych chłopców i piekło kobiet. Nic normalnego pośrodku, dziura po normalnym życiu zatkana hipokryzją. Czym bylibyśmy bez Kościoła? – pytają wierni politycy. Może narodem. Nie trzodą, poddanymi pod rządami obcych – zaborców, okupantów i Watykanu. Amen, prawdopodobnie i krzyżyk, na dzisiaj i najbliższe wybory